TESTER ALPEJSKI

@nils.knopf

Nils

Geburtsjahr: 1982

Miasto: Garmisch-Partenkirchen

cele: aby z satysfakcją spojrzeć wstecz na koniec każdego dnia, nie żałować niczego i zawsze dążyć do wszystkiego, o czym marzyłem, z pełną odwagą i siłą

Wyposażenie: Biopod Down Hybrid Ice Extreme

O mnie

Cześć, jestem Nils. Urodziłem się w 1982 roku. Pasjonuję się fotografią, podróżami i przygodami, a przede wszystkim górami i sportem. Niezależnie od tego, czy jest to trekking, kolarstwo górskie, bouldering, wspinaczka, alpinizm wysokogórski, narciarstwo lub snowboard, splitboarding czy wędrówki na rakietach śnieżnych: moją miłością jest natura, a motywacją – odkrywanie własnych granic podczas trudnych wypraw, świadome wychodzenie poza strefę komfortu raz po raz.

Kilka lat temu postanowiłem wziąć dwuipółletni urlop od pracy. Na początku tego okresu, po zaledwie kilku tygodniach planowania, przemierzyłem Nową Zelandię pieszo w niecałe pięć miesięcy, podążając ponad 3.000-kilometrową trasą Te Araroa, znaną również jako „Długa Ścieżka” – z dalekiej północy Wyspy Północnej do najdalej na południe wysuniętego punktu Wyspy Południowej. To była epicka podróż, która pod wieloma względami ukształtowała mnie osobiście, podobnie jak wszystkie moje późniejsze przygody i wyprawy. To była wyprawa życia.

Na szlaku doświadczyłam niezliczonych chwil radości i szczęścia, ale droga wymagała ode mnie też wszystkiego. Doprowadziła mnie do granic fizycznych i psychicznych i… zmusiła do ich przekroczenia. Spośród wielu niesamowitych doświadczeń, to było chyba najcenniejsze, ponieważ pokazało mi, że wszystko jest możliwe, jeśli tylko mocno w to wierzysz i wytrwale dążysz do spełnienia swoich marzeń.

Dzięki temu nastawieniu i zdobytej pewności siebie stawiłem czoła wszystkim przygodom, które miały nastąpić po Te Araora, spełniając przy tym wiele marzeń: od wspinaczki wysokogórskiej w południowoamerykańskich Andach po górskie wyprawy w Rosji, wymagające przeprawy przez Alpy, zimowe wycieczki pod zorzą polarną za kołem podbiegunowym, po szlaki liczące setki kilometrów, którymi przemierzałem bezdroża wrzosowisk szkockich Highlands lub, jak niedawno, przemierzałem największy płaskowyż w Europie, jeżdżąc na nartach po bezdrożach, ciągnąc za sobą sanki ekspedycyjne.

Zawsze ekscytujące jest to, jaką przygodę wybiorę jako kolejną, ponieważ często dzieje się to spontanicznie i często bez większego doświadczenia. Pewność, że mogę osiągnąć wszystko, jeśli tylko mocno w to wierzę, pozostaje jedną z moich najmocniejszych przekonań, dlatego wciąż odważam się na wyzwania i nieznane. 

Jedno jest zawsze warte zachodu: podążanie za marzeniami i ich realizacja. I robienie tego pomimo wszelkich przeciwności, komplikacji i trudności. Bo to właśnie one sprawiają, że marzenie jest tym, czym jest i sprawiają, że na początku wydaje się nieosiągalne. Ale urzeczywistniając je, celebrujemy życie i wszystkie możliwości, jakie nam oferuje! Robimy to tak intensywnie, jak to możliwe i z taką odwagą, jak to konieczne.

O swoich doświadczeniach i testach produktów Grüezi Bag piszę w moim szczegółowym blogu poświęconym przygodom i podróżom the-world-is-a-book.com Mam nadzieję, że zainspiruję innych, aby uwierzyli w siebie i w realizację swoich marzeń, a także wykształcili w sobie odwagę niezbędną nie tylko do wyjścia poza strefę komfortu, ale także do przekraczania własnych ograniczeń.

Biopod Down Hybrid Ice Extreme

TESTER ALPEJSKI: Nils Knopf

W sześć dni na nartach biegowych i saniach przez największy płaskowyż Europy. Przez najzimniejszą komnatę kontynentu: Hardangervidda w Norwegii! Bezdrzewne pustynie ze śniegu, skał i lodu, rozciągające się na prawie 100 kilometrów we wszystkich kierunkach, a zimą doświadczające temperatur sięgających -30°C, zimowych burz i zmiennej pogody. Prawdziwe wyzwanie zarówno dla człowieka, jak i maszyny, wymagające nie tylko gruntownego przygotowania, ale przede wszystkim wysokiej jakości sprzętu ekspedycyjnego. Z przyjemnością opisuję szczegółowo, jak torba Grüezi Bag Biopod Down Hybrid Ice Extreme – używałem modelu o ostatecznym oznaczeniu 190 W, szerokiej wersji o wygodnym kroju – sprawdziła się w arktycznym klimacie Hardangervidda.

 

Hardangervidda w Norwegii: największy płaskowyż w Europie, a zimą pustynia ze śniegu i lodu

DANE RAMOWE

Bardzo szeroki śpiwór na zimowe wyprawy górskie i trekkingowe. Wygodny krój, lekki i kompaktowy po spakowaniu. Zaawansowana konstrukcja hybrydowa wykonana z najwyższej jakości puchu gęsiego (90/10, 800+). cuin(z certyfikatem RDS) z dodatkową warstwą wełny alpejskiej dla optymalnej izolacji i suchego środowiska snu. Zakres temperatury komfortowej wynosi -8°C, temperatura graniczna -15°C, a temperatura ekstremalna -37°C.

Jak dotąd, wszystko w porządku. Karta katalogowa Grüezi Bag brzmi niezwykle obiecująco. Szczególnie zainteresowała mnie sama liczba dodatkowych funkcji, które Grüezi Bag miał zawierać: karbonowy element grzejny w okolicy stóp, regulowany kaptur z osłoną twarzy dla idealnego dopasowania, termiczny kołnierz 3D, dwukierunkowy zamek błyskawiczny z automatyczną blokadą i izolującą osłoną, pasek mocujący zamek i zamek błyskawiczny z zabezpieczeniem antypoślizgowym, antypoślizgowe wypustki w części sypialnej i wiele innych…

Wiele z tych funkcji miało rozwiązać problemy, z którymi zawsze borykałem się w moich poprzednich śpiworach. Czy to możliwe? Jeśli tak, to Grüezi Bag musiał być prawdziwym majsterkowiczem, albo też „krową warzącą piwo” wśród śpiworów. Byłem więc niesamowicie podekscytowany, mogąc przetestować Grüezi Bag w praktyce podczas tak ekstremalnej wyprawy, jak zimowa przeprawa przez Hardangerviddę.

Poprzednie doświadczenie

Po ponad 15 latach doświadczenia w wyprawach górskich i trekkingowych, w tym dwóch i pół roku z plecakiem, trekkingiem i podróżami przygodowymi podczas przerw, przetestowałem już kilka śpiworów. Były to zarówno tygodniowe wędrówki, jak i wielomiesięczne długodystansowe szlaki z namiotem i śpiworem, górskie wyprawy na pięcio- i sześciotysięczniki oraz zimowe noclegi pod zorzą polarną nad…  Koło Podbiegunowe. I prawie wszystkie śpiwory miały te same problemy.

Z jednej strony były temperatury w tzw. zakresie granicznym, czyli wymagane do tego właściwości termoizolacyjne i termoizolacyjne śpiwora. Przy mojej dość szczupłej, krępej budowie ciała mam bardzo małe rezerwy i dlatego prawdopodobnie trudno mi sprostać ideałowi przeciętnego testera, według którego określa się zakres temperatur śpiwora. Jestem typem, który szybko marznie w śpiworze. A poza tym z pewnością jestem typem, którego ciało, w sytuacjach, gdy jest już wyczerpane po całodziennym wysiłku, ma jeszcze większy problem z wygenerowaniem wystarczającej ilości ciepła, by ogrzać śpiwór od stóp do głów. Moim najczęstszym problemem zawsze były stopy. Kiedy już miałem zimne stopy, rzadko się ich pozbywałem, a podczas wypraw, gdzie było bardzo zimno i zbliżała się granica temperatury śpiwora, albo od razu leżałem w śpiworze z marznącymi stopami, albo budziłem się w nocy, bo moje stopy marzł. W większości przypadków nie pomagała ani druga para skarpet z wełny merynosów, ani dodatkowa wkładka termiczna do śpiwora.

 

Nie -30°C, ale mieliśmy Temperatury w nocy spadają do -25 stopni°C: trudny test dla śpiwora

Kolejny problem był bardzo prosty: ciągle zsuwałem się z nadmuchiwanego materaca podczas snu. Ponieważ często podróżuję bardzo lekko i pakuję się kompaktowo, rzadko noszę ze sobą karimatę, chyba że w ekstremalnie niskich temperaturach. Jednak tego typu karimaty zazwyczaj mają nierówny profil. Nadmuchiwane karimaty zazwyczaj mają nylonową powierzchnię i niską konstrukcję. Kiedy poruszałem się w nocy – a dużo się ruszam i sprawia mi to przyjemność – połączenie gładkiej nylonowej powierzchni karimaty i zazwyczaj równie gładkiej powierzchni śpiwora powodowało, że stopniowo zsuwałem się z karimaty, wpadając w obszar, w którym po prostu brakowało niezbędnej izolacji od spodu.

Trzeci problem również wiąże się z moim poruszaniem się w nocy. W końcu mam tendencję do ciągłego kręcenia się w kółko. I jak dotąd wszystkie moje śpiwory zawsze się obracały – przynajmniej częściowo. Zazwyczaj w pewnym momencie leżałem w śpiworze tak skręconym, że traciłem wszelkie poczucie komfortu, albo rano rozpaczliwie szukałem zamka. Oczywiście nie było go już na swoim miejscu. Było to jeszcze bardziej problematyczne w przypadku modeli, które, aby zaoszczędzić na wadze, zmniejszały niektóre obszary śpiwora, izolując miejsce, na którym leżałem. Jeśli śpiwór się obracał, ten obszar znajdował się na górze lub z boku i znowu zaczynałem marznąć.

Prawdopodobnie wszyscy znacie ostatni duży problem: zamek błyskawiczny. Jasne, zawsze udawało mi się go zaciąć w najmniej odpowiednim momencie. I nie mam tu na myśli odkładania śpiwora po wietrzeniu. Nie, mówię głównie o tych momentach, kiedy jest tak zimno, że chcesz go zapiąć do samego końca, albo kiedy musisz wstać w środku nocy, żeby iść do łazienki. To były zawsze te momenty, kiedy zazwyczaj kilkakrotnie udawało mi się zaciąć zamek w podszewce śpiwora... I oczywiście zamek często działał też jak zimny most w śpiworze. Dość często sam zamek był problemem, bo w pewnym momencie nocy wisiał mi na twarzy jak zimny czubek sopla lodu.

PIERWSZE WRAŻENIE

Paczkę z moim nowym śpiworem Grüezi Bag otrzymałem kilka dni przed lotem do Norwegii, a tym samym przed zimową przeprawą. I szczerze mówiąc, byłem niesamowicie podekscytowany flagowym produktem tej marki. W dniach poprzedzających podróż odbyłem rozmowę telefoniczną z Markusem, założycielem i prezesem Grüezi Bag, który opowiedział mi wiele o śpiworze, w szczególności o przemyśleniach i przemyśleniach, które towarzyszyły opracowaniu Biopod Down Hybrid Ice Extreme, oraz o zrównoważonej strategii, którą Grüezi Bag realizuje w produkcji swoich produktów. Bardzo doceniłem również ich otwartość na wszelkie sugestie dotyczące dalszego rozwoju śpiwora.

 

Biopod Down Hybrid Ice Extreme 190 W

A teraz rozpakujmy się! A więc śpiwór –  W pięknym antracytowym kolorze szarym, z wyraźnie widocznym białym zamkiem błyskawicznym i elegancko wyszytym logo z boku, śpiwór początkowo znajduje się w dołączonym dużym worku do przechowywania, na którym również naszyto logo Grüezi Bag. W zestawie znajduje się również worek kompresyjny, dzięki któremu w razie potrzeby można go skompresować do jeszcze mniejszych rozmiarów. Ponieważ podczas zimowej wędrówki ciągnąłem za sobą sanki, tzw. pułkę, rozmiar plecaka miał dla mnie mniejsze znaczenie, przynajmniej podczas tej wyprawy. Byłem jednak ciekaw, jak bardzo można skompresować śpiwór na późniejsze wyprawy z Grüezi Bag, gdzie będzie on odgrywał większą rolę. I to jest zdumiewające. Po rozpakowaniu śpiwór tak bardzo puchnie z powodu wypełnienia, że ​​biorąc pod uwagę ekstremalne warunki, do których został zaprojektowany, początkowo wydaje się ogromny. Jednak dołączony worek kompresyjny pozwala na spakowanie go do średnicy zaledwie 20 x 30 cm. Niektórzy z Was mogą znać to z kompresyjnych kurtek puchowych. Zawsze mnie to zadziwia i nie inaczej było w tym przypadku. Dzięki zimowemu biwakowi, który odbyłem po powrocie z Hardangervidda w Alpach, wiem teraz, że mogę spakować śpiwór do mniej więcej tych samych rozmiarów, co mój poprzedni śpiwór trzysezonowy. Niewiarygodne. I…  nawet pakiet kompresyjny jest  wysokiej jakości. Miałem już wcześniej do czynienia z innymi modelami i nie mam obaw, że pasek lub coś podobnego może się zepsuć.

Sam śpiwór puchnie niesamowicie mocno, ale przede wszystkim jest przytulny dzięki wypełnieniu. Kilka solidnych wstrząsów i od razu poczułem się, jakbym spał na chmurach: całkowicie wygodnie i miękko. Powinno być całkiem miło wpełznąć do śpiwora Grüezi na wycieczkę w dwucyfrowych temperaturach poniżej zera. Cudownie puszyste wypełnienie puchowe…   Byłem o tym przekonany –  Zapewniają komfortowy sen i przyjemne warunki do spania. Z mojego doświadczenia wynika, że ​​puch ma pod tym względem wyraźną przewagę nad materiałami syntetycznymi. W tym przypadku puch jest połączony z warstwą najczystszej wełny alpejskiej, co zapewnia suchsze środowisko snu. Nie znam żadnego innego śpiwora, który oferowałby takie rozwiązanie, i prawdopodobnie jest to unikatowy atut Grüezi Bag. Można je rozpoznać po nazwie produktu „Downwool”.

Oczywiście, wypróbowałem go zaraz po rozpakowaniu i dla mnie, przy wzroście 1,80 m, długość śpiwora wynosząca 1,90 m i jego krój okazały się idealne. Od razu poczułem przyjemne poczucie swobody ruchów. Mogłem się też swobodnie poruszać w śpiworze, nie ruszając się ani nie skręcając.

Więc moje pierwsze wrażenie było naprawdę dobre i szczerze mówiąc, rzadko kiedy tak się zdarzało Produkt, który od razu odniósł tak wielki sukces. To dało mi bardzo dobre przeczucie. Mój partner i ja szczegółowo przemyśleliśmy to już przed wyprawą! Począwszy od dokładnej trasy przez Hardangerviddę, od spodziewanych arktycznych warunków, przez rodzaj przygotowania fizycznego i psychicznego, aż po rodzaj i, przede wszystkim, jakość niezbędnego sprzętu. W krótkim czasie włożyliśmy mnóstwo wysiłku w coś, o czym zaledwie kilka tygodni wcześniej mieliśmy blade pojęcie – nigdy w życiu nie jeździłem na nartach biegowych, ani nie używałem pulki – a teraz, tuż przed wyprawą, miałem bardzo dobre przeczucia co do sprzętu, o którym, szczerze mówiąc, myślałem najbardziej. Niemniej jednak, ponieważ spodziewaliśmy się temperatur znacznie przekraczających dopuszczalną temperaturę śpiwora, zabrałem ze sobą termoaktywny wkład do śpiwora jako zapas. Dzięki niemu mogłem w nagłych wypadkach zwiększyć ciepłotę Grüezi Bag o kilka stopni Celsjusza.

HYBRYDA BIOPOD DOWN ICE EXTREME W PRAKTYCE

Z pięciu nocy, które spędziliśmy na wyprawie, trzy spaliśmy w namiotach ekspedycyjnych, z których najzimniejsza wynosiła -25°C. Byłem niezwykle podekscytowany, aby sprawdzić, jak śpiwór sprawdzi się w praktyce. Moje podekscytowanie było tym większe, a może nawet nieco nerwowe, że mój towarzysz wyprawy pożyczył na naszą wyprawę śpiwór od firmy organizującej wyprawy, którego zakres temperatur był o około dziesięć stopni niższy niż mój. Wrażenie doskonałej izolacji było tym silniejsze, że jego pożyczony śpiwór był ponad dwa razy większy i cięższy od mojego. Jednak jego śpiwór również był wykonany z włókien syntetycznych, które zazwyczaj są znacznie cięższe i mniej kompresowalne, a zapewniają ten sam poziom izolacji.  Jeśli początkowo miałem jeszcze jakieś wątpliwości co do temperatury otoczenia, to zniknęły one całkowicie po pierwszej nocy spędzonej na zewnątrz, gdy wokół nas było tylko śnieg i lód.

 

Z nartami do jazdy w terenie, namiotem ekspedycyjnym i plecakiem Biopod Down Hybrid Ice Extreme na 125 kilometrach przez lód

Aby chronić się przed zimnem na dole, spałem na kombinacji dwóch karimat: piankowej pod spodem i dmuchanej, całorocznej maty na wierzchu. Następnie położyłem na niej Grüezi Bag. Wpełzanie do Grüezi Bag za każdym razem było niesamowicie przytulne i ciepłe. Nie było to tak ciasne miejsce, do którego przywykłem w innych śpiworach. I nawet z całą elektroniką, którą zabrałem ze sobą, aby chronić się przed zimnem, szeroki, wygodny krój dawał mi pełną swobodę ruchów potrzebną do komfortowego snu. Kaptur ściśle przylegał do głowy, nie będąc zbyt grubym, a szerokie, przytulne wybrzuszenie przy otworze zapobiegało przedostawaniu się zimnego powietrza do śpiwora z góry. 

Tej pierwszej nocy na zewnątrz temperatura nie przekraczała -20°C, a spałem przyjemnie i ciepło. Było to zaledwie chwilę po tym, jak za pomocą zintegrowanego elementu grzewczego, ku uciesze moich stóp, rozgrzałem mój typowy problematyczny obszar, czyli przestrzeń na nogi, do naprawdę komfortowej temperatury. Wystarczył standardowy power bank, który zresztą miałem przy sobie. W części piersiowej śpiwora znajduje się kieszeń wewnętrzna, za którą znajduje się port USB do zasilania elementu grzewczego za pomocą power banku. Wystarczy 20 minut, a będzie przyjemnie ciepło. Zazdrościł mi nie tylko mój towarzysz podróży, ale także wszyscy, którym w międzyczasie opowiadałem o Grüezi Bag.

W chłodne dni naczynia krwionośne w najbardziej zewnętrznych kończynach, takich jak dłonie i stopy, kurczą się znacznie szybciej niż w pozostałych częściach ciała. Dla mnie to czasami rekordowe tempo. A ponieważ śpiwór zatrzymuje tylko ciepło generowane w worku, stanowi to problem, szczególnie w okolicy stóp, jak wspomniano powyżej. Dzięki wbudowanemu podgrzewaczowi moje stopy nagrzewały się dość szybko i, szczerze mówiąc, prawie nie zauważyłem, że z mojego powerbanku ubywało dużo energii. 

Ponieważ pierwszej nocy temperatura spadła poniżej dopuszczalnej temperatury śpiwora, zacząłem od założenia kilku warstw bielizny z wełny merynosowej w moim śpiworze Grüezi: krótkich spodenek z wełny merynosowej pod długimi majtkami z wełny merynosowej, cienkich skarpetek z wełny merynosowej pod ocieplającymi skarpetami z wełny merynosowej o gramaturze 800, koszuli z długim rękawem z wełny merynosowej na wierzch i ciepłej kurtki polarowej na wierzch. Podczas gdy mój towarzysz podróży trząsł się z zimna w swoim śpiworze w znacznie grubszym ubraniu, w tym w dodatkowej kurtce puchowej, ja stopniowo zdejmowałem kolejne warstwy w ciągu nocy – bez skręcania śpiwora – aż w końcu miałem na sobie tylko jedną warstwę wełny merynosowej. Niesamowite, ile ciepła zatrzymywał śpiwór! Byłem i nadal jestem pod ogromnym wrażeniem.

Druga noc była najzimniejsza w trakcie wycieczki: -25 ° C Tym razem z dwiema warstwami wełny merynosów i maską na twarz z merynosów, ale wciąż bez podpinki termicznej. Absolutny test wytrzymałości wyprawy! Temperatury równe tym w czterogwiazdkowej zamrażarce i 10 stopni poniżej limitu temperatury śpiwora… według danych, śpiwór nie powinien dać rady bez mojego ciągłego marznięcia. A ja, kompletnie wyczerpany po wyczerpującym dniu w śniegu i lodzie… czułem się w śpiworze jak w domu i tylko przez chwilę drżałem w nocy. I pomimo ekstremalnych temperatur, mój sen w nocy z najniższą temperaturą wyprawy był nadal relaksujący. Śpiwór okazał się absolutnie niezawodny, utrzymując ciepło nawet w ekstremalnie niskich temperaturach. I nie czułem żadnych zimnych miejsc, ani nie musiałem zmagać się z lodowatym zamkiem na twarzy dzięki tak przemyślanym szczegółom, jak kieszeń ze ściągaczem do jego przechowywania. Jeśli cokolwiek było zimne, to były to kryształki śniegu, które spadły na ściany i sufit namiotu ekspedycyjnego w nocy z powodu naszego skroplonego oddechu. Gdybym nie zabrała do torby Grüezi około północy butelki z wodą, którą zostawiłam poza śpiworem i która zamarzła praktycznie na bryłę lodu, być może nawet nie zadrżałabym lekko w nocy. Bo gdybym to zrobiła, to właśnie w tych momentach, gdy moje ciało dotykało butelki z zimną wodą, wywołując efekt odwrotny do tego, jaki wywołuje termofor.

 

Temperatury porównywalne z tymi w zamrażarkach 4-gwiazdkowych. Torba Grüezi spełniła oczekiwania.

Pozostałe problemy, z którymi borykałem się w moich poprzednich śpiworach, również zostały rozwiązane w Grüezi Bag: trzy antypoślizgowe wypustki z tyłu śpiwora niezawodnie zapobiegały zsuwaniu się z karimaty w nocy, jak to zwykle bywa. Nienawidzę ich tracić! Jak często budziłem się w zimne dni, bo zsunąłem się z dość wąskiej karimaty, która miała zapewniać izolację. Te czasy minęły! Problem rozwiązany! 

Połączenie antypoślizgowych wypustek i luźnego dopasowania śpiwora pozwoliło mi poruszać się w nim w nocy, bez skręcania się i obracania przy każdym ruchu. Niezależnie od tego, czy chciałam się przewrócić, położyć na boku, podwinąć nogi lub je wyprostować, zdjąć skarpetki lub znoszoną bluzę… śpiwór oferował mi całą potrzebną swobodę ruchów bez uczucia grudkowatości. Kolejny z moich problemów: rozwiązany! 

 

Z Grüezi Bag przez rozległe tereny Hardangervidda

Najbardziej zaskoczył mnie jednak i ucieszył zamek błyskawiczny. System z paskiem mocującym i zamkiem błyskawicznym zapobiegającym zacinaniu się działał bez zarzutu przez całą podróż, do tego stopnia, że ​​ani razu nie zaczepiłem suwaka o wyściółkę śpiwora. Byłem do tego przyzwyczajony zupełnie inaczej i – o mój Boże – jak zawsze mi to przeszkadzało… Problem rozwiązany!

Nawiasem mówiąc, podczas wyprawy stale panowały mroźne, ale suche warunki, więc nie mogłem w pełni przetestować działania warstwy AlmWolle, która stanowi zewnętrzną warstwę śpiwora i ma chronić puch przed wilgocią. Jednak podczas zimowego biwaku po wyprawie doświadczyłem bardziej wilgotnych warunków i mogę potwierdzić, że śpiwór nie stracił nic ze swoich właściwości termicznych, pomimo częściowo mokrej warstwy zewnętrznej.

Dodatkowym atutem, o którym jeszcze nie wspomniałem, jest zewnętrzna kieszeń Grüezi na wysokości ramienia, obok logo, w której można schować telefon komórkowy lub coś podobnego. Choć nie jest to niezbędne, dodatkowo zwiększa funkcjonalność śpiwora. Są też inne przemyślane detale, takie jak białe zamki błyskawiczne, zapewniające lepszą widoczność w ciemności.

Wyprawa narciarska Norwegia/Szwecja

Podczas wyprawy do Sulitjelmy/Padjelanty na pograniczu Norwegii i Szwecji Nils wypróbował następujące produkty:

  • Lekka kurtka puchowa
  • Odświeżająca kurtka z jedwabiu i wełny

Podczas wyprawy pod koniec zimy 2023 roku, wybrał się na narty biegowe i pulkę i mógł nam opowiedzieć:

Nosiłam kurtkę Lightful DownWool samą w temperaturach do około -15°C. Pod spodem zawsze nosiłam koszulkę z długim rękawem z wełny merynosowej o gramaturze 260 g i ocieplającą warstwę pośrednią z polaru. Nosiłam też cienki komin Buff z wełny merynosowej. Gdy robiło się znacznie chłodniej, dodawałam lekką kamizelkę Polartec jako dodatkową warstwę. To połączenie sprawdzało się u mnie znakomicie, nie tylko w słońcu, ale także w wietrze i śniegu. Muszę jednak przyznać, że przez większość czasu byłam bardzo aktywna. Biegi narciarskie są uważane za trening całego ciała, a zwłaszcza z ciężkimi saniami na plecach, ciało naturalnie generuje niesamowitą ilość ciepła.

Wieczorem lub w nocy, gdy temperatura spadała do -30°C, zazwyczaj zakładałem kolejną wysokiej jakości kurtkę puchową itp. Często zakładałem dodatkową warstwę wełny merynosów. Oczywiście w takich temperaturach człowiek też osiąga swoje granice, co stawia kurtce inne wymagania.

Nosiłem też SilkWool przez dwa dni, również w tej samej sytuacji (ćwiczenie, sporadyczne przerwy). Jego zakres temperatur jest oczywiście niższy, ale jego przeznaczeniem nie jest wytrzymywanie tak ekstremalnych temperatur, a raczej stworzenie komfortowego klimatu podczas aktywności sportowych (narciarstwo itp.).

Aktualnie dużo chodzę po górach w obu kurtkach. Ostatnio, kilka tygodni temu, byłem na wycieczce wysokogórskiej na Weißkugel, przy temperaturze około -10°C.

W kategorii plus, obie kurtki są niezwykle dobrze przystosowane do noszenia w temperaturach do około 15 stopni Celsjusza (bez aktywności fizycznej). Klimat w obu kurtkach jest po prostu fantastyczny.

MOJE WNIOSKI

Szaleństwo! Co za śpiwór! Z Grüezi Bag Biopod Down Hybrid Ice Extreme trzymasz w rękach śpiwór, który nie jest z najniższej półki cenowej, więc musiałbyś się dwa razy zastanowić przed zakupem. Ale imponująco udowodnił mi, że jest wart każdej złotówki. Zaprojektowany w najdrobniejszych szczegółach od początku do końca, śpiwór spełnił wszystkie moje oczekiwania, a nawet je przewyższył pod względem ciepła. To po prostu niesamowite, ile ciepła jest w stanie zatrzymać Grüezi Bag – i robi to ponad deklarowaną przez śpiwór temperaturę komfortu. Wkładka termiczna do śpiwora, którą zabrałem ze sobą na zimową wędrówkę, która zwiększyłaby ciepło Grüezi Bag, pod koniec wyprawy nawet nie była potrzebna.

Czy znacie problemy, z którymi borykałem się z moimi poprzednimi śpiworami? Jeśli tak, to możecie sobie teraz wyobrazić, że wszystkie te problemy zostały rozwiązane... Co za film do obejrzenia!

Dla mnie poszukiwania idealnego śpiwora do ekstremalnych wypraw dobiegły końca, podobnie jak, szczerze mówiąc, poszukiwania producenta śpiworów. I to nie tylko dzięki fantastycznemu produktowi, który miałem okazję przetestować. To również zasługa wysokich standardów jakości i filozofii, z jaką Grüezi Bag rozwija i udoskonala swoje produkty. 

Swój 

Nils